Wkrótce mija kolejny pełny rok ciągłej pomocy Ukrainie. Busy z pomocą humanitarna przekraczają granice co kilka dni. Wieziemy i dostarczamy pomoc do miejsc, o których większość już zapomniała. Do których trudno lub niebezpiecznie jest dojechać. Które nie są „ikoniczne” a przez co mało popularne w social mediach. Czasami spotykamy się z brakiem zrozumienia dla tego co robimy zarówno w Polsce jak i w Ukrainie. Są takie przypadki. Niektórzy ludzie zdołali uwierzyć, ze inni traktowani są lepiej. Uwierzyć, ze ludzie żyjący na terenach ogarniętych wojna maja niezwykle przywileje. Wreszcie, że zarabiamy na tym i sprzedajemy to, co rzekomo jest bezpłatną pomocą. Oprócz bezpośredniej niesprawiedliwości często jest bardzo ciężko. To są tysiące kilometrów spędzone w aucie, nieprzespane noce, niewygoda i brak prysznica. Wreszcie wybuchy, słupy dymu, zniszczenie i śmierć. Czasami poczucie beznadziei i surrealnego odrealnienia powoduje paniczne wybuchy śmiechu lub momenty zobojętnienia. Kto nie widział tego na własne oczy, nigdy sobie tego nie wyobrazi.
Dzięki temu ludziom „tam” jest nieco lżej. Jest to pewna pomoc, trochę więcej jedzenia w danym miesiącu. Używane ubrania, które mogą założyć na siebie dzieci. Ołówki i kredki do szkoły albo stary laptop, który dzieci mogą użyć do nauki lub zabawy.
Oprócz oczywistego wsparcia finansowego jest to zawsze duży zastrzyk pozytywnego morale. Ludzie wiedza, ze przyjadą wojenni wolontariusze z Polski. Czekaja. Rozmawiają ze swoimi rodzinami i bliskimi, którzy bronią wolnego świata przed ruskim mirem. I to też krzepi ducha. Chłopcy są wdzięczni za to, ze kiedy oni są „w pracy” ich rodziny nie głodują.
Lub głodują mniej…
Chory czas wymaga chorych pomysłów i chorego zapału. Nie będziemy się zatrzymywać. Czas płynie a busy Fundacji, powoli, niezmordowanie jak maleńkie mrówki suną na Wschód.
Karawana jedzie dalej…



