10 – 12.11 Kraków – Warszawa – Kijów – Kraków
Szybki wyjazd. Długie przygotowania.
Fundacja Dobry Człowiek zakupiła i przygotowała do przewiezienia auto dla ukraińskiej armii.
Moja siostra Justyna Wiśniowska pod koniec października poznała historię Nadii, która jest samotną mamą przesłodkich półrocznych bliźniaków i hardego 17-latka. Tata – żołnierz ukraińskiej armii – zginął na froncie. Czteroosobowa rodzina utknęła w gąszczu procedur weryfikacji DNA i przez to nie ma środków do życia. Interwencyjnie wpadł do Nadii Jan Zielonka z Fundacją Dobry Człowiek w październiku – z podstawowymi rzeczami dla dzieci typu mleko, pampersy i lekarstwa.
I kiedy ta historia ze mnie się wypluła, to Justyna w ułamku sekundy odpisała po prostu „Tak, wszystko przygotuję. Bez problemu. Najlepiej lista.” i wzięła się za organizowanie zbiórki w pracy. Dziękuję siostro! I była oczywiście lista, przygotowania i perfekcyjna organizacja – i przemyślany i szczodry wkład wszystkich z #Occubee. Ubrania, pieluchy, pieluchy, kosmetyki i jedzenie dla dzieci i pieluchy. I kosmetyki dla Nadii i jej syna – żeby im nie było smutno od tej ilości pieluch. Jeszcze zakupy jedzeniowe i bagażnik mojego auta ledwo wszystko mieścił. Mało? Dużo? A może tego w ogóle nie powinno się tak liczyć?
A potem się okazało, że zebrane paczki pomoże mi z Krakowa do Warszawy przewieźć Przemek, który bardzo dzielnie zniósł poranny chaos organizacyjny, w międzyczasie totalnie wygrał służbowe spotkanie, a na koniec pomógł mi zrzucić ładunek na parkingu w Warszawie. Dziękuję za gotowość na spontaniczne pomysły i pomoc, Przemku!
Na miejscu w Warszawie przepakunek w auto dla ukraińskiej armii (nie ma opcji wozić puste) i w drogę! Nie da się bez przygód, ale nie będę was zanudzać przebojami formalno-granicznymi.
We Lwowie dołączył do mnie Aleksander z zaprzyjaźnionej ukraińskiej fundacji БЛАГОДІЙНА ОРГАНІЗАЦІЯ „КАТЮША” i dalej już pojechaliśmy razem (na styk z godziną policyjną).
Następnego dnia przyjeżdżamy do Kijowa do Nadii – i znowu nosimy paczki. W pędzie zerkam na opatulone dzidziory, które akurat mają drzemkę, więc biegamy na paluszkach. Ciągle mam nadzieję, że uda się jeszcze wrócić na obiecaną herbatę – robimy jeszcze zdjęcia i znikamy jak dobry duch.
A potem już tylko 20 godzin w autobusie do Polski.
Chyba nie lubię robić podsumowań, bo krytycznie na to patrząc nic spektakularnego się nie zadziało.
A potem Nadia pisze: Дуже багато всього ми в шоці в хорошому смислі.
I mogę odetchnąć, że mimo wszystko momentami jesteśmy bliżej niż dalej.
I fajnie, że na działania Fundacji Dobry Człowiek składa się dużo prostych i konkretnych czynności.
Także – jak widać – każdy może się w tę pomoc zaangażować wedle posiadanych możliwości.
PS. Notatkę napisana z Kijowa – także możecie się spodziewać kolejnej relacji ze śniegu i zamieci.
PS. Nie podklejam tym razem linków do konta Fundacji Dobry Człowiek, bo kto chce wesprzeć działania Fundacji i się podzielić swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi, ten nas (mam nadzieję) znajdzie.




